Niektóre przypadki z lat 2007-2024:

 

1. Mózgowe porażenie dziecięce, uszkodzenia mózgu, epilepsja…

 

Terapia Temprana – 2008 r. Przypadek 6-letniego Dawida cierpiącego na niedowład prawostronny był podstawą mojej pracy dyplomowej podczas rocznego kursu Temprany w Kopenhadze. Dawid był drugim z bliźniąt i przy porodzie doszło do niedotlenienia. Zaledwie po 5 zabiegach ustąpiło napięcie spastyczne mięśni ręki.  Miałem wielką satysfakcję, gdy chłopiec pokazywał jak radzi sobie z otwieraniem drzwi chorą ręką. Był też w stanie bawić się samochodzikiem – zabawką. Niedługo później chłopiec był z rodzicami w górach i jeździł… na nartach. W tym czasie Dawid nie był poddany żadnej innej terapii, która mogłaby tłumaczyć tak spektakularną zmianę.

 

Ernest doznał udaru niedokrwiennego mózgu w pierwszych dniach życia. Gdy rozpoczynaliśmy terapię (niemowlę miało wtedy półtora miesiąca) zarówno głowa chłopca, jak i jego oczy były stale zwrócone w lewą stronę. Niemal nie poruszał prawą ręką i nóżką. Cierpiał też na drgawki dziecięce. Po kilku tygodniach terapii, w którą zaangażowani byli rodzice, dało się zauważyć znaczną poprawę. Mama Ernesta opowiadała, że lekarze studiujący historię choroby i obserwujący chłopca w gabinecie, nie mogli uwierzyć w tak kolosalny progres. Ja szczególnie zapamiętałem moment, gdy po początkowych postępach chłopiec przeszedł badanie ze środkiem cieniującym i ponownie przestał poruszać chorą ręką. Już w trakcie pierwszego zabiegu powróciła wcześniejsza sprawność. Pod poniższym linkiem znajdziecie Państwo nagranie z wizyty w TVN:

 

 

Wojtuś miał 8 lat, gdy jego najbliżsi zdecydowali się podjąć trud terapii domowej. W ciągu 3 dni nauczyli się wykonywania zabiegów Temprany i sami weszli w rolę terapeutów dziecka. „Ostatni rok był przełomowy w terapii Wojtka – mówi jego tata i dodaje – rezultaty przeszły nasze oczekiwania”. Z pomocą dorosłych chłopiec zaczął chodzić. Znacznie lepiej komunikował się z otoczeniem. Wymawiał już niemal wszystkie głoski, składał sylaby w słowa, sygnalizował potrzeby fizjologiczne. Link do filmu:

 

 

Od marca 2015 r. rodzice Christophera, cierpiącego na porażenie czterokończynowe, codziennie prowadzili w warunkach domowych zabiegi Terapii Temprana. Pamiętam Święta Bożego Narodzenia 2015 r. Dostałem od rodziców Krzysia zdjęcie. Chłopiec przytrzymywany za ramiona przez tatę samodzielnie stał w ortezach. Rok później powtarzał to zadanie już codziennie przez kilkanaście minut. Napady epilepsji były już sporadyczne i miały nieporównywanie lżejszy przebieg niż przed terapią. Lekarze byli zdumieni. Chłopiec wypowiadał pierwsze sylaby. Mama, pani Agnieszka, opowiada w filmie o przebiegu i postępach, jakich nie dały inne formy terapii. Link do filmu:

 

 

Współpraca rodzina-terapeuta w przypadku rodziców Christophera przebiegała wzorowo. Rodzice przylatywali z dzieckiem regularnie z Bristolu (Walia) do Warszawy na konsultacje. Zmienialiśmy plany terapeutyczne. Na zamieszczonych na Facebooku zdjęciach w 2018 r. widać Christophera jadącego trójkołowym rowerem

W przypadku 5-letniej Paulinki z licznymi zaburzeniami neurologicznymi, będącymi skutkami m.in. wrodzonych wad w budowie mózgu, rodzice wykorzystali wszystkie dostępne w Polsce terapie. Przynosiły one znaczące efekty, ale rodzice wciąż chcieli robić więcej dla swojej córki. Przez ponad rok wykonywali w domu zabiegi Temprany. W tym czasie Paulinka zaczęła pełzać. Wkrótce pokonywała w ten sposób nawet 200 m. Dziewczynka zaczęła – z pomocą rodziców – korzystać z toalety. Sami wypracowali sposób komunikacji poprzez klaskanie, bo Paulinka wciąż nie mówiła. Kontakt z nią był coraz lepszy. Wcześniej wyraźna była nadwrażliwość na dotyk w obrębie głowy. Dziecko nieregularnie spało i często płakało. Po roku było już znacznie lepiej, a Paulinka zaczynała przełamywać opory w kontaktach z rówieśnikami. Link do filmu:

 

 

Paulinka zrobiła dalsze postępy! Zaczął się powiększać obwód jej główki (dziewczynka cierpi m.in. na małogłowie). W kolejnym filmie rodzice opowiadają też o innych efektach kilkuset zabiegów Terapii Temprana wykonanych w warunkach domowych:

 

 

W ciągu zaledwie 3 tygodni stosowania terapii stan Kostka (schorzenie: śpiączka typu B) znacznie się poprawił. Rok wcześniej chłopiec topił się i doszło do kilkuminutowego niedotlenienia mózgu. Po serii 9 zabiegów chłopiec zaczął poruszać kończynami i głową, zaczął swobodniej oddychać i jeść. Kilkukrotnie spadła liczba napadów padaczkowych. Link do filmu:

 

 

Ziemowit miał 3,5 roku, gdy zaczynaliśmy terapię. Od drugiego miesiąca życia cierpiał na porażenie czterokończynowe i epilepsję. Pod koniec września 2014 r. najbliżsi Ziemka przeszli szkolenie z zakresu Terapii Temprana i sami wykonywali zabiegi w warunkach domowych. O zaobserwowanych zmianach opowiada tata Ziemka – pan Paweł. Linki do dwóch filmów:

 

 

 

13-letnia Zosia została przyprowadzona na terapię przez mamę. Dziewczynka od urodzenia cierpiała na mózgowe porażenie dziecięce. Dziecko z trudem chodziło. Dziewczynka nie mówiła. Podczas pierwszych wizyt niechętnie poddawała się zabiegom. Przejawiała wręcz zachowania agresywne. W terapii gabinetowej nie osiągnęliśmy znaczącego postępu w zakresie motoryki. Zmieniło się natomiast zachowanie Zosi. Dziewczynka bardzo polubiła sesje terapeutyczne. Po kilku miesiącach okazało się, że diametralnie zmienił się stosunek Zosi do nauczycieli i rówieśników. Dziewczynka bardzo polubiła szkołę. Po pewnym czasie została nawet wybrana na gospodynię klasy. Postępy w nauce szkolnej były ogromne. 

 

Przykład pani Teresy (ponad 60 l.) z Warszawy pokazuje, że nigdy nie jest za późno na terapię. Kobieta przez całe życie borykała się z konsekwencjami mózgowego porażenia dziecięcego. Gdy zgłosiła się na terapię miała bardzo duże problemy z poruszaniem się, coraz rzadziej wychodziła z domu. Opierała się na kuli ortopedycznej. Z trudem była w stanie pokonać trzy schodki wiodące do mojego gabinetu. Bała się upadku. Sam zastanawiałem się jaki postęp będziemy w stanie uzyskać w terapii. Asymetria między prawą, a lewą kończyną dolną była bardzo wyraźna. Moje obawy rozwiały się już po 4 sesjach gabinetowych. Była jesień, a chora z radością poinformowała mnie, że była w stanie zrobić porządki na cmentarzu. Po kilku następnych zabiegach kobieta czuła się na tyle dobrze, że wyjechała na urlop.

 

50-letni mężczyzna z Warszawy doznał udaru. Już cztery dni później żona chorego dzwoniła ze szpitala po poradę czy w tej sytuacji może mu w jakiś sposób pomóc. Wytłumaczyłem w przystępny sposób jak może stymulować niektóre strefy i punkty odruchowe na głowie i stopach. Było to tym łatwiejsze, że wcześniej zetknęła się z refleksologią. Kobieta zauważała różnicę już po pierwszych takich działaniach: „Masuję i mąż zaczął ciut lepiej odksztuszać”. Wiadomość z następnego dnia: „Działam i widzę ogromną wartość tych masaży.” „Ogromna poprawa u męża, codziennie masuję wskazane punkty.” – napisała w SMS 10 dni po udarze. Pierwsze konsultacje w domu chorego miały miejsce niecałe 3 tygodnie po udarze. Widać było asymetrię twarzy (opadający kącik ust). Mężczyzna chodził po domu, ale niepewnie. Bał się upadku. Niektóre ruchy były nieprecyzyjne. Chory intensywnie ćwiczył osłabioną niedowładem kończynę górną. Korzystał z rehabilitacji. Kilka dni później przeszkoliłem żonę i córkę do wykonywania zabiegów terapii Temprana w warunkach domowych, z zaleceniem by wykonywały je tak często jak to możliwe, nawet codziennie. Miesiąc później mężczyzna samodzielnie przyjechał na konsultację do mojego gabinetu. Poprawa motoryki była bardzo wyraźna. Ktoś niezorientowany mógłby nawet nie zauważyć, że mężczyzna jest po udarze.

 

Pani Beata niedługo po urodzeniu dziecka doznała udaru pnia mózgu. Jej mama poprosiła o pomoc kilka dni później. Personel medyczny warszawskiego szpitala przy ul. Wołoskiej nie sprzeciwiał się zabiegom na stopach i twarzy. Stan chorej był bardzo ciężki. Trzeba było pracować intensywnie, codziennie. Podzieliliśmy się obowiązkami z moją koleżanką, terapeutką. Po kilku tygodniach chora czuła się już dużo lepiej. Po kilku miesiącach wróciła do pracy. Prowadziła wykłady i pracowała manualnie. 

 

W podobnej sytuacji zostałem poproszony o wizyty w Szpitalu Bielańskim (Warszawa). Żona mężczyzny po udarze (nieprzytomny, pod respiratorem) dowiedziała się, że byłem współorganizatorem międzynarodowej konferencji „Mózg i Terapie Naturalne” w Warszawie (wrzesień 2014 r.) i w sytuacji, gdy leczenie szpitalne nie dawało efektów, zwróciła się do mnie o pomoc. Mogłem wypróbować metody, o których w tracie wspomnianej konferencji rozmawiali prof. Jan Talar (sławny specjalista rehabilitacji) oraz prof. Bui Quoc Chau (twórca metody cybernetycznej) z Wietnamu. Tłumaczona przez mnie wymiana zdań dotyczyła skutecznych sposobów stymulacji ośrodków oddechowych mózgu. Obaj profesorowie wykorzystywali to co było pod ręką, nawet sztućce. W szpitalu wykonałem dwa lub trzy zabiegi. Gdy używałem wietnamskich narzędzi na twarzy chorego, oprogramowanie respiratora pokazywało, że mężczyzna samodzielnie wykonywał dwa razy więcej oddechów niż bez takiej stymulacji. Pokazałem żonie chorego jak stymulować kilka stref odruchowych na stopach. Kobieta nie ustawała w staraniach. Niestety, po pewnym czasie stan chorego pogorszył się i mężczyzna zmarł. Ani wdrożone procedury medyczne, ani wysiłki żony nie pomogły w obliczu rozległych uszkodzeń mózgu.

Stewardesa jednej z linii lotniczych cierpiała na powtarzające się regularnie napady epilepsji. Padaczka pojawiła się tuż po urodzeniu dziecka. Kobieta obawiała się, że nie będzie mogła wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim. Po kilku zabiegach terapii Temprana okazało się, że napady zostały wyeliminowane. Po kilku miesiącach dostałem wiadomość, że dolegliwości nie powróciły, a kobieta pracuje tak, jak przed urodzeniem dziecka.

Mój znajomy, lekarz z Dolnego Śląska, zadzwonił z pytaniem co robić w przypadku udaru. Jego mama z takim rozpoznaniem został hospitalizowana. Jeszcze tego samego dnia przystąpił do stymulacji odpowiednich punktów. Kilka tygodni później dowiedziałem się, że kobieta wróciła do pełnej sprawności.

 

Pan Maciej Zientarski przed laty uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Po 6 latach od tego nieszczęśliwego zdarzenia rozpoczął Terapię Temprana. Linki do dwóch filmów:

 

 

2. Paraliż twarzy

 

Samoistne porażenie nerwu twarzowego, zwane również porażeniem Bella. Młody mężczyzna (student) miał sparaliżowaną połowę twarzy od 2 lat. Efekty kilku sesji refleksologii (twarz, ręce, stopy): uruchomione zostały mięśnie bródkowy oraz śmiechowy. Pojawiły się ruchy powieki. Mężczyzna zaczął się uśmiechać symetrycznie. Niestety, nie ustąpiły silne bóle głowy, na które narzekał.

 

Pani Anna z porażeniem Bella przyjechała z USA  do Polski na 3 tygodnie. Chorowała od 5 lat. Przez ten czas żadne terapie nie przyniosły poprawy. Pani Anna skorzystała z 9 sesji refleksologii twarzy. Po zakończonej serii zabiegów oceniła subiektywnie, że odczuwa poprawę o „50 procent”.

 

Pani Alina cierpiała na porażenie nerwu twarzowego po operacji usunięcia zmian nowotworowych w rejonie ślinianki przyusznej. Po serii 10 zabiegów dolegliwości ustąpiły.

 

Pani Anna doznała jednostronnego porażenia nerwu twarzowego po nieudanym zabiegu medycyny estetycznej (ostrzyknięcie toksyną botulinową). Wyraźną asymetrię widać było w rejonie policzka, szczególnie przy uśmiechu. Kącik ust opadał. Wystarczył jeden zabieg refleksologii twarzy, by problem zaczął ustępować. Po dwóch zabiegach na twarzy odczuła dużą poprawę, a po czterech zakończyliśmy terapię.

 

3. Depresja

 

Panią Annę (27 lat) przyprowadziła do mnie jej mama, która wcześniej skorzystała z dobrodziejstw terapii. Gdy zapytałem o początki problemów młodej kobiety, usłyszałem, że trzeba cofnąć się aż do porodu. Doszło do niedotlenienia i pewnych deficytów rozwojowych. U dziewczynki nie było zauważalnych na pierwszy rzut oka zaburzeń motorycznych, ale mówiła nieco niewyraźnie. Do tego doszły problemy szkolne. Nauka przychodziła małej Ani z trudem. Uwagę rodziców zwracał również fakt, że ich dziecko prawie nie odczuwa bólu. Dziewczynka, a później już dorosła kobieta czuła się wyobcowana. Nie miała przyjaciół. Zachorowała na depresję. Była na nią leczona w szpitalu. Gdy trafiła na terapię, przebywała już w domu, ale wciąż nie czuła się dobrze. Zaczęliśmy regularne sesje gabinetowe. Po kilku miesiącach pani Anna była w zupełnie innym stanie niż na początku naszych spotkań. Bardzo zmieniło się jej zachowanie. Była energiczna i często się uśmiechała. Miała już przyjaciółki, z którymi nawet wyjechała do Tunezji (pierwsze wakacje bez rodziców). Zaczęła chodzić na siłownię. Krótko później rozpoczęła kurs nauki jazdy. Pracowała w firmie swoich rodziców.

 

Pani Agata zgłosiła się na terapię ze stwierdzoną depresją poporodową. W takim stanie była od kilku miesięcy. Kobieta przychodziła na terapię raz w tygodniu przez dwa miesiące. Depresja przejawiała się bardzo mocno w zachowaniu pani Agaty. Wchodziła, mówiła dzień dobry, milczała przez cały zabieg i wychodziła, ustalając wcześniej w kilku słowach termin następnej wizyty. Nic więcej. Przez 16 lat z nikim kto przychodził na sesje terapeutyczne nie rozmawiałem mniej niż z panią Agatą. Po 8 tygodniach w trakcie zabiegu kobieta dostała ataku duszności. Objawy utrzymywały się tego samego i następnego dnia. Chora zadzwoniła zaniepokojona. Zapytałem czy w przeszłości cierpiała na astmę oskrzelową. Potwierdziła, że chorowała będąc nastolatką. Później przez wiele lat nie miała problemów z układem oddechowym, aż do tego momentu terapii. Duszności trwały 3 dni. Okazało się, że był to tzw. kryzys ozdrowieńczy. Wraz z ustąpieniem problemów oddechowych nastąpił bowiem przełom w terapii. Podczas kolejnego zabiegu pani Agata była ożywiona i uśmiechnięta. Dużo mówiła. Tak było również podczas następnych spotkań. Po dwóch miesiącach kobieta wraz z mężem podjęła decyzję o sprzedaży mieszkania w Warszawie i wyprowadzce w góry. Niedługo później dostałem zdjęcia pięknego domu, a potem zaproszenie. Z wielką przyjemnością odwiedziłem w górach szczęśliwą rodzinę.

 

4. Migrena

 

Pani Julita przyjechała z Luksemburga w poszukiwaniu środka zaradczego na silne bóle migrenowe. Próbowała wielu sposobów i jak podkreślała na początku, nie miała już nadziei, że cokolwiek jej pomoże. Po serii 10 zabiegów odczuła wielką ulgę. Żartobliwie dodała, że koszt wszystkich poprzednich, nieskutecznych terapii pokryło jej ubezpieczenie. Ta terapia była skuteczna, ale musiała sama za nią zapłacić.

 

5. Mukopolisacharydoza (choroba genetyczna)

 

W 2012 r. pani Arleta zgłosiła się na terapię z 5-letnim Maćkiem cierpiącym na mukopolisacharydozę typu III A, zwaną też zespołem Sanfilippo, od nazwiska lekarza, który ją opisał. Mukopolisacharydoza to podstępna, genetyczna choroba. W organizmie brakuje enzymu (a właściwie jest on nieaktywny), który nie rozkłada mukopolisacharydów. Te z kolei odkładają się w komórkach i niszczą m.in. układ nerwowy. Najbliżsi Maćka, przeszkoleni w zakresie Terapii Temprana, przez dłuższy czas regularnie wykonywali zabiegi Temprany na twarzy, stopach i rękach dziecka. Już po 6 miesiącach terapii pani Arleta podkreślała, że efekty ją zaskoczyły. U Maćka nie tylko nie widać było regresu w rozwoju, ale wręcz dało się zauważyć wyraźny postęp. Testy Monachijskiej Funkcjonalnej Diagnostyki Rozwojowej pokazały, że w ciągu 6 pierwszych miesięcy stosowania Temprany dziecko zrobiło w różnych sferach życia postęp odpowiadający 12 miesiącom rozwoju. Niewerbalny test Leitera, test inteligencji, dał wynik 114. Dzieci zdrowe uzyskują przeciętnie wyniki w granicach 85-115. Mama Maćka podczas rejestrowania filmu nie znała dokładnych statystyk u dzieci z mukopolisacharydozą, ale ich wyniki oscylują wokół dolnej granicy normy. Link do filmu:

 

 

Rodzina Maćka przez dłuższy czas bardzo intensywnie wykonywała zabiegi. W 2016 r. w rozmowie telefonicznej mama chłopca powiedziała, że mimo iż zabiegów już nie ma, ma wrażenie, że wcześniejszy wysiłek włożony w terapię wciąż procentuje. Niestety, w przypadku chorób nieuleczalnych możliwości oddziaływania każdej terapii są ograniczone. W styczniu 2023 r. Maciek zmarł. Miał prawie 15 lat.

 

Pracowałem jeszcze z dwójką dzieci chorych na mukopolisacharydozę. W przypadku kilkuletniej dziewczynki z Wysp Brytyjskich jest to również zespół Sanfilippo, a terapia trwa już 8 lat. Pamiętam jak na samym początku terapii dziecko zaczęło regularnie zasypiać i pozbyło się uporczywych stanów zapalnych uszu. Lepszy słuch zdecydowanie przyspieszył rozwój mowy. Dla rodziców oznaczało to ogromną ulgę. Wzruszona mama mówiła, że wreszcie ma poczucie, że nie przygląda się cierpieniu córeczki z opuszczonymi rękoma. Mimo dużej odległości utrzymujemy stały kontakt i od czasu do czasu udzielam porad terapeutycznych.

 

Jeśli chodzi o Kacpra z Warszawy, terapia gabinetowa (jedna sesja w tygodniu) trwała 5 lat. Ostatni zabieg wykonałem tydzień przed jego śmiercią. Chłopiec miał wtedy niewiele ponad 18 lat. Przez lata robiłem co mogłem, by poprawiać komfort życia chłopca. Próbowałem kontrolować napady epilepsji. Doraźnie reagowałem na stany zapalne i infekcje. Gdy mama Kacpra zgłosiła się z nim na terapię, chłopiec już od kilku lat nie był w stanie chodzić. Był przywożony na wózku, a czasem przyjeżdżał na rowerku z dodatkowymi kółkami, zabezpieczającymi go przed upadkiem. Jakież było zdziwienie jego opiekunki, gdy podczas przedstawienia teatralnego Kacper nagle zerwał się z fotela i stojąc o własnych siłach zaczął klaskać. A potem całkiem skutecznie wchodził do mojego gabinetu po kilku schodkach, przytrzymując się rękoma poręczy. Tak było rok, dwa po rozpoczęciu zabiegów. Później niestety nie było to już możliwe. Wciąż starałem się, ze zmiennym skutkiem, przeciwdziałać epilepsji i pogorszeniu słuchu. Niestety. Silny napad padaczkowy zakończył życie Kacpra.

 

6. Spektrum autyzmu, zaburzenia mowy, dysleksja

 

Czasem już pierwsze zabiegi przynoszą niezwykłe postępy np. w spektrum autyzmu. Tak było w przypadku 19-letniej Kasi. Już po kilku zabiegach zaczęła sylabizować, obejmować bliskich, bawić się z bratem piłką.

 

Gdy 6-letni Alek (chłopiec ze spektrum autyzmu) trafił do mnie na terapię używał zaledwie kilku słów. W jego zachowaniu było dużo agresji. Już po kilku sesjach terapeutycznych chłopiec zaczął używać większej liczby słów. Bardzo mnie ucieszyło, gdy niedługo później powiedział, że przychodzi do mnie, by „wyganiać złość”.

 

Rodzice 4-letniej Helenki ze Słowenii poinformowali mnie, że dziewczynka cierpi na zaburzenia czucia, koordynacji i znaczne opóźnienie w rozwoju mowy. Niektóre zachowania wskazywały na spektrum autyzmu (brak dobrego kontaktu wzrokowego, szereg powtarzalnych czynności jak np. otwieranie i zamykanie drzwi, wpatrywanie się w lustro). Nie było jednak oficjalnego rozpoznania. Po trzech miesiącach Terapii Temprana dziecko wcześniej milczące wypowiadało wiele słów, ale nie tworzyło zdań, układało puzzle (nie było w stanie tego robić wcześniej); poprawiła się koordynacja ruchów. Po kolejnych 5 miesiącach Helena tworzyła proste zdania. Postęp był tak duży, że rodzice mieli dużą nadzieję, że dziewczynka będzie chodziła do standardowej szkoły podstawowej. Helenka nie zaliczyła jednak testu kwalifikacyjnego. Zabrakło jej zaledwie kilku punktów i wkrótce dziewczynka rozpoczęła naukę w szkole specjalnej.

 

Kolejnym przykładem jest terapia 9-letniego Mariusza, którego mama przyprowadziła na terapię dysleksji rozwojowej. Po kilku miesiącach zabiegów chłopiec znacznie poprawił wyniki szkolne. Mama tak podsumowała efekty: “Przed terapią pisząc robił w słowie pięć błędów, a teraz tylko jeden.” Mariusz zrobił duże postępy w matematyce. Zwróciły uwagę jego szerokie zainteresowania.

W 2023 r. rozpocząłem terapię 12-letniego Roberta ze zdiagnozowanym spektrum autyzmu. Chłopiec osiągał bardzo dobre wyniki w szkole, ale jego zachowanie oceniono zaledwie na dostateczne. Matka chłopca była wzywana do szkoły, bowiem zdarzało się, że chłopiec był agresywny w stosunku do rówieśników i nie okazywał szacunku nauczycielom oraz innym pracownikom zatrudnionym przez placówkę. Dostawał nagany od wychowawcy. Podczas pierwszych sesji Robert był nadpobudliwy, bardzo dużo mówił przeskakując z tematu na temat. Często używał wulgaryzmów i starał się szokować zachowaniem. Po kilku miesiącach terapii zachowanie chłopca diametralnie się zmieniło. Stał się wyciszony i opanowany. Jego wypowiedzi skupiały się na jednym temacie. Nie używał wulgaryzmów. Na początku czerwca 2024 r. wyraźnie poruszona mama chłopca zadzwoniła wracając z wywiadówki. Okazało się, że nauczyciele nie mogą się nachwalić chłopca, a jego zachowanie oceniono jako bardzo dobre. W omawianym okresie Robert nie korzystał z żadnej innej terapii.

7. Jaskra, zaćma i inne schorzenia oczu

 

Pani Swietłana (75 l.) zgłosiła się na terapię z rwą kulszową. Zabiegi bardzo szybko przyniosły ulgę, ale chora zauważyła, że zajmuję się również terapią wzroku. Od lat chorowała na jaskrę. Zapytała czy mogę popracować nad zabezpieczeniem przed chorobą jej lewego oka, bo na prawe oko nie widziała w ogóle od 12 lat.  Po dwóch zabiegach zapytała czy to możliwe, że zaczyna widzieć chorym okiem. Po kilku miesiącach terapii nie miała już wątpliwości: używając tylko prawego oka rozpoznawała twarze i duże litery ulicznych reklam. Była w stanie odczytać godzinę z dużego zegara. Zauważyła również poprawę słuchu. Pamiętam, że pewnego dnia chora zadzwoniła w płaczem. Okulista, u którego leczyła się od lat wyprosił ją z gabinetu. Dlaczego? Poprosiła go o zbadanie w jakim stopniu widzi na prawe oko. Odpowiedział, że kobieta nie ma prawa widzieć na to oko i badanie nie ma najmniejszego sensu. „Niech Pani zmieni lekarza” – poradziłem chorej.

 

„Niemożliwe” – usłyszała od okulistki pani Katarzyna, również chora na jaskrę, tylko na jaskrę pierwotną otwartego kąta (zwaną również jaskrą niskiego ciśnienia). Po serii zabiegów na twarzy i stopach poczuła poprawę i wykonała badania, które wykazały wzrost liczby włókien nerwowych siatkówki chorego oka. „Poprawa w tej chorobie jest niemożliwa. To błąd maszyny” – powiedziała lekarka. Pani Katarzyna wytrwale, raz w tygodniu przyjeżdżała do Warszawy z okolic Ełku.

 

Kolejny przypadek jaskry. Pan Andrzej poczuł radykalną zmianę w widzeniu, po zaledwie miesiącu terapii (8 sesji terapeutycznych). „Wcześniej widziałem tylko jakieś światła i niewyraźne plamy, a teraz dałbym sobie radę w życiu posługując się tylko chorym okiem” – mówi pan Andrzej w krótkim filmie o efektach terapii. Dodatkowym skutkiem zabiegów było uśmierzanie bólu w stawie kolanowym. Efekt przeciwbólowy pojawiał się błyskawicznie, podczas zabiegów. Pan Andrzej nauczył się sam prostych technik odruchowych, które przynosiły mu szybką ulgę w bólu. Link do filmu:

 

 

Pani Iwona, jedna a z moich kursantek, przyprowadziła na terapię swoją mamę, która od 19 lat nie widziała na jedno oko, również z powodu jaskry. W trakcie czwartej sesji kobieta zauważyła chorym okiem 3 ciemne uchwyty przytrzymujące plafon. Sama  pomyślała, że to tylko złudzenie i początkowo nawet o tym nie wspomniała. Gdy jednak wyszła z córką przed gabinet, zauważyła dużo więcej. „Czy to możliwe, że ja znowu widzę na to oko?” – zapytała niedowierzając. Po następnych sesjach jej wzrok jeszcze się poprawił. Później opiekę terapaeutyczną przejęła jej córka.

 

Przypominam sobie jeszcze pana w podeszłym wieku, cierpiącego na jaskrę, który zgłosił się na terapię za radą córki. Podobnie jak wspomniane wyżej osoby, od kilkunastu lat nie widział na jedno oko. Był tylko na dwóch zabiegach i przez pewien czas nie wiedziałem co było przyczyną jego rezygnacji. Dopiero później dowiedzialem się od jego córki, że już po tych pierwszych zabiegach zaczął mówić, że odczuwa różnicę i chyba „coś” jest w stanie dostrzec chorym okiem. Żona, pielęgniarka, przekonała go jednak, że tylko mu się wydaje, bo przecież jest to zupełnie niemożliwe…

 

Pani Bożena z Trójmiasta w wieku 66 lat, rok po przeszczepie rogówki. Wykonałem zaledwie 3 sesje terapeutyczne ze względu na znaczną odległość. Córce chorej pokazałem i wytłumaczyłem jak stymulować kilka stref odruchowych na twarzy, rękach i stopach. Niewiele, bo nie był to pełny kurs terapii rodzinnej. Po kilku miesiącach otrzymałem następującą wiadomość: „Mama właśnie wyszła od lekarza i wyobraź sobie, że płatek rogówki przeszczepionej jest przezierny, a był zamglony!! Wg mnie to dzięki masażom! Od razu musiałam Ci napisać :-)”. Później nie spotkałem już pani Bożeny. Z wiadomości, które do mnie dotarły, wynika, że 2-3 lata później doszło niestety do znacznego pogorszenia jej stanu zdrowia. Kobieta straciła oko.

 

Myślę, że pisząc o terapii wzroku nie mogę pominąć przypadku pana Jerzego, który prowadził samochód, gdy pojawiło się u niego podwójne widzenie. Mężczyzna ostrożnie zjechał na pobocze i wezwał pomoc. Rozpoznano u niego porażenie mięśni oka.  Tygodniowa hospitalizacja niestety nie wyeliminowała dolegliwości. Na dodatek pojawiła się bardzo silna czkawka, która uniemożliwiała mężczyźnie normalne funkcjonowanie.  Podczas drugiego zabiegu refleksologii, gdy opracowywałem strefy odruchowe związane ze wzrokiem, mężczyzna powiedział, że zdwojone obrazy zaczynają się zbliżać i nakładać na siebie. Kontynuowałem wysiłki i po kilkudziesięciu minutach po podwójnym widzeniu nie było śladu. Taki efekt pozostał na stałe. Nie udało mi się jednak wyeliminować czkawki, która dosłownie rzucała chorym. Po kilku dniach mężczyzna sam znalazł sposób. Wypił łyżkę oleju z konopi i problem się skończył.

 

Pani Katarzyna zgłosiła się na terapię po siedmiu zabiegach operacyjnych. Lekarze bezskutecznie próbowali usunąć zeza. Młoda kobieta sześciokrotnie poddała się zabiegom chirurgicznym w Polsce, a raz w klinice w Niemczech. Biorąc pod uwagę wcześniejsze ingerencje lekarzy nie sądziłem, by można było osiągnąć wielki progres, ale obiecałem, że wykonam terapię najlepiej jak potrafię. Seria zabiegów przyniosła poprawę. Chora oceniła, że oczy ustawiły się w pionie. W poziomie niestety nie udało nam się tego osiągnąć.

 

Pani Małgorzata zapisała się na refleksologię twarzy. Młoda mieszkanka Warszawy skorzystała wcześniej w jednym z zakładów kosmetycznych z trwałej ondulacji rzęs. I z tym zabiegiem wiązała dolegliwości z lewym okiem: pogorszenie widzenia i bóle w okolicy gałki ocznej. Dyskomfort był tak silny, że utrudniał normalne funkcjonowanie m.in. sen. Po czterech zabiegach na twarzy dolegliwości ustąpiły.

W marcu 2024 r. zgłosiła się do mnie 78-letnia pani z Józefosławia, która stanęła przed bardzo ponurą perspektywą. Lewe oko w kilka miesięcy po operacji zaćmy było w takim stanie, że pod znakiem zapytania była zaplanowana na maj operacja prawego oka. Przeprowadzane co miesiąc kolejne badania wskazywały sukcesywne pogarszanie widzenia o 10 proc. Podczas pierwszego spotkania usłyszałem: „Sytuacja wygląda tak, że do końca roku mogę przestać widzieć”. Nie muszę dodawać w jakim stanie emocjonalnym była chora. Zaledwie po kilku zabiegach refleksologii twarzy i stóp kobieta poczuła się znacznie lepiej. Badania wskazały, że planowana operacja może się odbyć, a ona z nadzieją podeszła do zaplanowanego na 15 maja 2024 r. zabiegu. Dzień przed zaplanowaną operacją udała się na ostatnie badanie. Następnego dnia dostałem SMS: „Mam dobre wieści”. Gdy oddzwoniłem usłyszałem: „Operacji nie było. Od lekarki usłyszałam, że w oku doszło do dynamicznych zmian”. Kobieta serdecznie podziękowała nie tylko mnie, ale również osobie, która zarekomendowała moją terapię. Tydzień później otrzymałem od niej poniższą opinię:

„Mam 78 lat. Jesienią 2023 roku, po zabiegu usunięcia zaćmy lewego oka, okazało się, że moje kłopoty ze wzrokiem dopiero się zaczynają. Po badaniach w klinice okulistycznej oficjalna diagnoza brzmiała: z przyczyn nieokulistycznych wystąpił obrzęk tarczek obu nerwów wzrokowych i stopniowa utrata wzroku. Jednocześnie – żeby poprawić komfort widzenia i dobrać okulary korekcyjne – lekarz prowadzący ustalił termin operacji oka prawego na maj 2024. Wtedy spotkałam Pana Roberta i zdecydowałam się na terapię refleksologiczną. Po pięciu sesjach terapeutycznych zgłosiłam się do kliniki na badania przygotowujące do planowanego zabiegu zaćmy. Jakież było moje i lekarki (!) zaskoczenie, kiedy okazało się, że w prawym oku nastąpiła znaczna poprawa wzroku, a obrzęk nerwu wzrokowego ustąpił. Tym samym operacja została „odroczona” z zaleceniem badań kontrolnych za kilka miesięcy. Niejako „ubocznym” skutkiem sesji terapeutycznych jest zmniejszenie bólów kręgosłupa szyjnego i poprawa ogólnej kondycji psychofizycznej. Dziękuję Panie Robercie.”

8. Zaburzenia słuchu

 

Pan Sebastian (31 l.) odczuwał dolegliwości kręgosłupa i znaczną utratę słuchu w lewym uchu. Już po trzech zabiegach badania potwierdziły poprawę słuchu.

 

Dwaj mężczyźni cierpieli na szumy uszne. Jeden z nich był profesjonalnym muzykiem i nabawił się tej dolegliwości podczas nurkowania. Drugi, 19-letni chłopak, nie tylko słyszał piski, ale na dodatek doznał niedowidzenia połowiczego jednoimiennego. Leczenie w najlepszych ośrodkach w Polsce nie dawało efektów. W obu przypadkach udało się dzięki terapii uzyskać znaczny postęp, jeśli chodzi o słuch. Niedowidzenie połowicze jednoimienne nie cofnęło się. W trakcie terapii okazało się, że 19-latek od kilku lat codziennie, intensywnie jeździł na deskorolce. Przypuszczam, że wstrząsy mogły mieć wpływ na jego dolegliwości.

 

Pani Urszula uczestniczyła w kursie neurorefleksologii stóp. Była osobą, na której demonstrowałem procedury dotyczące stymulacji narządów wzroku i słuchu. Sama doświadczyła niezwykłej skuteczności zabiegu. Link do filmu:

 

Na jesieni 2023 r. na terapię zgłosiła się pani, która doznała urazu akustycznego w 2020 r.  Od tego czasu nie słyszała dobrze na prawe ucho. Jak mówiła: „ucho jest zatkane”. Wokół niego odczuwała „ciężar” i dyskomfort. Cierpiała również na bóle głowy. Żadna ze stosowanych metod leczenia nie przynosiła ulgi. Po 3 zabiegach neurorefleksologii twarzy, rąk i stóp chora odczuła znaczną poprawę. Oceniła, że dolegliwosci osłabły o ok. 60 proc. Zauważyła, że są w ciągu dnia długie okresy, gdy w ogóle nie zauważa problemu. Bóle głowy minęły już po pierwszej sesji.

9. Stwardnienie rozsiane

 

Temprana jest z powodzeniem wykorzystywana w chorobach osób dorosłych. Pani Monika musiała przerwać pobyt naukowy w Szwecji ze względu na zapalenie nerwu wzrokowego. Jak się okazało, był to pierwszy objaw stwardnienia rozsianego. Krótko potem pojawiły się drżenia kończyn górnych. Tuż po rozpoczęciu terapii (i zastosowaniu odpowiedniej diety) udało się opanować objawy, a badania wykazały, że zmiany demielinizacyjne cofnęły się. Chora była pod opieką krajowego konsultanta ds. SM, liczyłem więc na szersze zainteresowanie terapią. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Po zakończeniu terapii pani Monika prowadziła normalne  życie. Po kilku latach została mamą.

 

Polecam film, w którym jedna z moich kursantek opowiada o skuteczności metody w terapii SM:

 

 

10. Choroba Parkinsona, samoistne drżenie rąk

 

Pan Józef ze Skarżyska zgłosił się na terapię z zaburzeniami mowy i pamięci spowodowanymi chorobą Parkinsona. Na początku miał problemy ze zbudowaniem zdania złożonego. Po 4 miesiącach terapii (zabieg raz w tygodniu) płynnie opowiadał całe historie. Poprawiła się pamięć. Przez kilka lat podtrzymywał kontakt z terapeutą. Mimo rzadszych zabiegów, jego stan był zadowalający.

 

Pani Maria (wiek: 89 lat) od 30 lat chorowała na samoistne drżenie rąk. Była to dolegliwość, która bardzo utrudniała jej codzienne funkcjonowanie. I z wiekiem było coraz gorzej. Miała problem z tak podstawowymi czynnościami jak nalewanie wody z czajnika do szklanki. Nie mogła pisać. Podkreślała, że wcześniej jej ulubioną rozrywką było rozwiązywanie krzyżówek. Oboje nie mogliśmy uwierzyć, gdy po czterech sesjach drżenie w znacznym stopniu ustąpiło. Na dowód poprawy pani Maria przyniosła wypełnioną krzyżówkę.

 

11. Choroba autoimmunologiczna

 

Pani Dorota z zespołem Churga-Strauss zgłosiła się na terapię po dwóch latach leczenia sterydami i lekami immunosupresyjnymi. Mocno we znaki dawały się skutki uboczne medykamentów. Pacjentka znacznie utyła i zachorowała na zaćmę. Po 8 zabiegach refleksologii twarzy i stóp radykalnie poprawiły się wyniki krwi. Chora po konsultacjach z lekarzem znacznie zmniejszyła dawki leków.

 

12. Niepłodność

 

39-letnia pani Bożena, zgłosiła się na terapię z anemią, kłopotami trawiennymi i napadami kaszlu. Chora bardzo szybko zareagowała na terapię i objawy ustąpiły, niemniej kontynuowała zabiegi. Po trzech miesiącach zadzwoniła wcześnie rano i zmienionym głosem zakomunikowała: “Jestem w ciąży. Nie mam wątpliwości, że stało się tak dzięki zabiegom refleksologii twarzy.” To była pierwsza i jedyna ciąża pani Bożeny. Wcześniejsze 6-letnie starania o dziecko starania były bezskuteczne.

 

Jeszcze w kilku przypadkach praca z kobietami, które nie mogły zajść w ciążę, przyniosła wspaniałe efekty. U pani Joanny przeszkodą był wysoki poziom FSH. W ciągu zaledwie kilku zabiegów spadł z 40 mlU/ml do 9. Z kolei u jej imienniczki problemem był zbyt niski poziom AMH (wskaźnik rezerwy jajnikowej). W ciągu zaledwie 4 miesięcy wzrósł z poziomu 0.7 do 2.16 ng/ml. Lekarz prowadzący przekonywał panią Joannę, że wzrost poziomu jest niemożliwy, bo z wiekiem spada. Różnice w wynikach tłumaczył możliwym błędem, bądź zmianą laboratoriów, w których wykonywano badania. Z kolei u pani Arlety udało się w ciągu trzech miesięcy terapii przywrócić czynność jajników po kilku latach tzw.  wczesnej menopauzy. Ciąża nie jest przeciwwskazaniem do wykonywania zabiegów. Wręcz przeciwnie, u wszystkich kobiet w stanie odmiennym, u których wykonywałem zabiegi, ciąża przebiegała bez większych problemów. Istnieją również specjalne procedury okołoporodowe, które wykorzystywane są m.in. na oddziałach położniczych w Danii.

 

13. Niedoczynność i gruczolak tarczycy

 

Pani Tatiana zgłosiła się na terapię z objawami niedoczynności tarczycy. Zastosowane metody konwencjonalne nie przynosiły zadowalających efektów. Badania wykonane po serii zabiegów na twarzy wykazały normalny poziom hormonów. Chora nie przyznała się lekarzowi prowadzącemu do stosowania niekonwencjonalnej terapii. „No widzi Pani? Wreszcie leki zaczęły działać.” – usłyszała pani Tatiana w gabinecie lekarskim. 

 

Pani Elżbieta miała zdiagnozowaną niedoczynność tarczycy. Chora skarżyła się, ze odczuwa ogólny brak sił życiowych. Poddała się zabiegom akupunktury, ale nie przyniosły one poprawy. Już po pierwszym zabiegu refleksologii twarzy poczuła zmianę: „Poczułam przypływ sił. Od razu ustąpiły niektóre bóle i mimo dotychczasowej krótkowzroczności zaczęłam ostrzej widzieć” – mówiła dziennikarzowi, który przeprowadzał z nią wywiad w moim gabinecie. „W zależności od miejsca ucisku odczuwam reakcje. Teraz w palcach, na dłoniach, przedramieniu…” – mówiła relacjonując swoje wrażenia. Po serii zabiegów na twarzy dolegliwości ustąpiły.

 

Z moich obserwacji wynika, że gruczoł tarczowy szybko, w ciągu kilku zabiegów, reaguje na terapię. Pamiętam przypadek jednej z pań, u której wykryto gruczolaka tarczycy. W ciągu kilku tygodni prowadziła autoterapię (wskazałem jej 2-3 strefy odruchowych na rękach i stopach). Wykonane później badania wykazały, że zmiany na tarczycy już nie ma. 

 

14. Choroby kręgosłupa, uszkodzenia nerwów rdzeniowych, zaburzenia czucia

 

Husseina (lat 9, Oman) we wczesnym wieku operowano ogromną zmianę nowotworową w okolicy lędźwiowej kręgosłupa. Zabieg spowodował uszkodzenie nerwów rdzeniowych, co skutkowało utratą czucia w prawej nodze i brakiem kontroli potrzeb fizjologicznych. Lekarze w Omanie i Niemczech wykluczali, by można było przywrócić choremu chłopcu sprawność. Po 6-miesięcznej terapii prowadzonej przez rodziców pod moim kierunkiem, chłopiec poruszał palcami prawej stopy i samodzielnie korzystał z toalety.

 

Pani Ewa doznała przed 10 laty groźnego urazu w wypadku komunikacyjnym, w którym uszkodzone zostały nerwy rdzeniowe. W efekcie doszło do niedowładu prawej ręki m.in. straciła czucie w dwóch palcach. Podczas czwartego zabiegu refleksologii twarzy i stóp czucie wróciło. Objawem był silny ból i wrażenie “wkładania palców do wrzątku”.

 

Z kolei pani Agnieszka straciła czucie w paluchu. Kompresja nerwu utrzymywała się przez kilka tygodni. Czucie w paluchu powróciło podczas drugiego zabiegu na twarzy, przy pracy na określonej kombinacji punktów neurologicznych. Tutaj link do filmu:

 

 

Pani Danuta z Torunia od 12 lat cierpiała na niezdiagnozowane bóle twarzy. Zażywała ogromne ilości środków przeciwbólowych. Żadna terapia – ani konwencjonalna ani niekonwencjonalna – nie dała trwałych efektów. Podczas pierwszej wizyty zdziwiło mnie bardzo, że nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na asymetrię ciała. Jeden bark był o kilka centymetrów wyżej niż drugi. Znaczną poprawę chora odczuła już po pierwszych wizytach u mnie, w Warszawie. Po dwóch miesiącach zabiegów na twarzy, rękach i stopach pani Danuta oceniła, że bólu jest ok. 60 proc. mniej. Efekt utrzymywał się, a kobieta zapewniała, że odzyskała dobre samopoczucie i radość życia.

 

Jeden z chorych przyjeżdżał regularnie na zabiegi refleksologii aż z Piły. Był emerytowanym lotnikiem. Zwężenie kanału kręgowego bardzo utrudniało mu poruszanie się. Mężczyzna obawiał się, że wkrótce nie będzie mógł chodzić. Po kilku zabiegach ból i zaburzenia czucia w znacznym stopniu ustąpiły. Mężczyzna nie tylko zaczął więcej chodzić, ale też intensywnie jeździł na rowerze.

 

Pani Annie groziła poważna operacja kręgosłupa, ból uniemożliwiał jej pracę zawodową. Zajmowała się grafiką komputerową. Ze względu na chorobę nie mogła siedzieć dłużej niż chwilę. Po czterech zabiegach pani Anna znów wykonywała codzienne obowiązki. Zbliżały się wakacje i przerwa w terapii. Nauczyłem ją, jak może sobie sama pomagać stymulując strefy odruchowe. Dwa miesiące później stwierdzono, że operacja nie  jest już konieczna. Lekarz, który planował zabieg ocenił, że wcześniejsze badania – w jego opinii – musiały być błędne. Po pewnym czasie zgłosił się do mnie mąż pani Anny z nietypowym problemem. W młodości doznał poważnej kontuzji, gdy koń stanął na jego stopę. Po pewnym czasie zapomniał o tym problemie, ale po wielu latach ból w stopie powrócił. Wystarczył jeden zabieg refleksologii twarzy i rąk, by chory znów mógł zapomnieć o dolegliwości.

 

Pani Stanisława (86 lat) zmagała się od lat z bólami kręgosłupa. Fizjoterapia w jej przypadku nie przynosiła ulgi. Przez kilka lat pani Stanisława mniej więcej raz w roku korzystała z zabiegów refleksologii, dzięki którym wracała do aktywnego życia. Liczne są przykłady niemal natychmiastowego (4-5 sesji terapeutycznych) usuwania bądź znacznego zmniejszania bólu kręgosłupa, barków, bioder, kolan.

 

Czterdziestoletni pan Jarosław od kilku lat cierpiał na tak dokuczliwe bóle kręgosłupa, ze mdlał i nie mógł się poruszać. Był to efekt przepukliny jądra miażdżystego. Chory miesiącami pozostawał w domu. Lekarze namawiali go na operację, ale nie zdecydował się. Cierpiał i brał coraz silniejsze leki przeciwbólowe. Bez skutku. Ktoś poradził mu, żeby poszukał pomocy w medycynie niekonwencjonalnej. Wskazał akupunkturę metodą Yamamoto. W taki sposób chory znalazł mnie w Internecie. Ból nie pozwalał mężczyźnie ruszać się z domu, więc pierwsze cztery zabiegi wykonałem u niego w mieszkaniu. Na dalsze zabiegi chory przyjeżdżał do gabinetu taksówką, najpierw leżąc na tylnym siedzeniu. Wkrótce mógł już prowadzić samochód. Po kilkunastu zabiegach na twarzy, stopach i rękach mężczyzna odzyskał sprawność, a męczące bóle prawie całkowicie ustąpiły. Dodatkowo pomógł sobie ćwiczeniami jogi. Operacji udało mu się uniknąć.

 

Moja koleżanka Ania poprosiła mnie o pomoc dla swojej 82-letniej babci. Po operacji usunięcia tarczycy kobieta bardzo źle się czuła. Po powrocie ze szpitala nie była w stanie wychodzić z łóżka i wymagała stałej opieki. Narzekała na silne bóle kręgosłupa. Podczas wizyty domowej od razu zwróciłem uwagę na bardzo wyraźne boczne skrzywienie kręgosłupa. Skupiłem się pracy z linią kręgosłupa na stopach. Efekt był zaskakujący dla wszystkich członków rodziny. Po dwóch sesjach chora wstała z łóżka i zaczęła zajmować się ogródkiem (pamiętam, że był to w maj). Osoba, która wcześniej wymagała stałej opieki, zaczęła gotować obiady dla całej rodziny.

 

Nastolatka od miesięcy cierpiała na bóle wprawy  udzie i podudziu. Ból był tak uciążliwy, że musiała nawet poruszać się o kulach. Jej tata przyniósł plik badań lekarskich, z których wynikało, że dziewczyna jest w pełni zdrowia. Po intensywnej stymulacji stref na twarzy, rękach i stopach ból minął. Krótki instruktaż dał praktyczne umiejętności zarówno chorej, jak i jej tacie, by mogli działać we własnym zakresie.

 

Pan Andrzej miał nieco nietypowy problem. Mierzył dwa metry, a ze względu na charakter pracy, latał po całym świecie m.in. na Daleki Wschód. Taki lot był dla niego bardzo męczący. Zdarzało się, że dzwonił z jakiegoś lotniska narzekając na okropny ból kręgosłupa. Starałem się przez telefon wytłumaczyć mu co może zrobić, by sobie szybko pomóc. To działało.

 

15. Choroby nowotworowe

 

W ciągu kilkunastu lat pracy jako refleksolog, wiele razy byłem proszony o pomoc w chorobach nowotworowych. Procedury opracowane przez Lone Sorensen zakładają w takich przypadkach pracę z układem odpornościowym, hormonalnym oraz z traumami. Problemem podstawowym jest fakt, że zgłaszające się osoby są najczęściej w bardzo zaawansowanym stanie chorobowym. Są to zazwyczaj wznowy i przerzuty, sytuacje, gdy chemioterapia lub naświetlania nie przynoszą spodziewanych efektów. Już samo to pokazuje, jakie wyzwanie stanowią takie terapie. Zdarza się jednak, że udaje się pomóc nawet w takim stanie chorego.

 

Świadczy o tym choćby przypadek pani Moniki, która zgłosiła się na terapię ze wznową raka szyjki macicy. Miała półtoraroczne dziecko i bardzo chciała żyć. Pytała lekarzy prowadzących czy refleksologia jej nie zaszkodzi. Przyznała, że dwóch, w młodym wieku, odradzało jej takie zabiegi. Natomiast onkolog w starszym wieku, z tytułem profesora, miał – według jej słów – zachęcić ją do takiej terapii: „Mnie refleksologia pomogła. Proszę tylko znaleźć kogoś dobrego.” Po serii kilkunastu zabiegów okazało się, że markery nowotworowe spadły poniżej normy. Badanie histopatologiczne nie wykazało już zmian nowotworowych. Widzę niedawne wpisy pani Moniki na Facebooku, a mija wiele lat od przeprowadzenia wspomnianej terapii.

Sukcesem zakończyła się również terapia pani Zofii, która zgłosiła się na terapię w trakcie leczenia raka piersi. Refleksologia była terapią wspomagającą. Moją uwagę zwrócił szczególnie stan kręgosłupa chorej, którym nikt wcześniej się nie zajmował. Wyczuwalne były wyraźne złogi podskórne w strefach odruchowych kręgów Th 3- Th 4. Szybko udało się je zniwelować. Zasugerowałem również badania w kierunku pasożytów. Krótko później kobieta sama zaobserwowała tasiemca po skorzystaniu z toalety. Terapia przebiegała szybko i z bardzo dobrymi efektami. Bardzo poprawiło się samopoczucie chorej. Ostatnio, po kilku latach, otrzymałem informację, że pani Zofia wciąż czuje się dobrze.

 

Koniec września 2022 r. Pada pytanie o możliwość zastosowania terapii w bardzo późno wykrytym, agresywnym raku drobnokomórkowym płuc. Chory to pan Antoni w wieku 70 lat. Przez długi czas uporczywy kaszel leczono antybiotykami. Mężczyzna bardzo stracił na wadze. Wykryta zmiana w lewym płucu – kilkanaście centymetrów. Nie zastosowano chemioterapii. Sugerowano, że to już ostatnie dni życia i należy raczej wezwać księdza. Najbliżsi zdecydowali się jednak spróbować terapii. Rodzina przez ponad 7 tygodni walczyła o przedłużenie życia mężczyzny. Żona i córka codziennie wykonywały precyzyjnie zaplanowaną przeze mnie terapię w warunkach domowych. Jej cele to: stymulacja układu odpornościowego, działanie przeciwbólowe oraz praca z emocjami. Terapię „uszyłem na miarę” czyli dla tego, konkretnego mężczyzny, z jego bagażem traum i pod kątem tych, a nie innych objawów. Chory szybko odzyskał apetyt. Poziom CRP (marker stanu zapalnego) spadł z 200 do 50 mg/l. Pozostałe wyniki badań krwi nie pogarszały się się. Stan psychiczny mężczyzny poprawił się na tyle, że zajął się sprzedażą samochodu i aktywnie uczestniczył w sprawach domowych. Pod koniec listopada nadeszła niedobra wiadomość: płyn w jamie opłucnej. Lekarze przeprowadzili w szpitalu zabieg torakocentezy czyli nakłucia jamy opłucnej. Chory miał wyjść do domu po trzech dniach. Następowało jednak gwałtowne pogorzenie jego stanu zdrowia, mimo podawania antybiotyków. Najpierw mężczyzna przestał samodzielnie chodzić, później siadać. Po 9 dniach na prośbę rodziny został wypisany ze szpitala. Dwie godziny po powrocie do domu zmarł. W obecności najbliższych.

 

Pani Anna, zgłosiła się na terapię z przerzutami na kości. Kilkanaście lat wcześniej zachorowała na raka piersi. Gdy doszło do przerzutów, okazało się, że zmiany są liczne i nie są wrażliwe na dostępne formy leczenia. Chora przyjmowała jedynie lek hormonalny, suplementy oraz oleje CBD. Po półrocznej terapii okazało się, że zdecydowana większość zmian albo się wchłonęła, albo zmniejszyła. Pamiętam, jak rozemocjonowana kobieta mówiła, że lekarze nie dawali szans na postęp w terapii. Była bardzo szczęśliwa. Chciała żyć dla 8-letniego syna. Po kilku miesiącach chora zdecydowała o zakończeniu serii zabiegów i poinformowała mnie, że wyjeżdża na eksperymentalną terapię do Izraela. Później zbierała środki na terapię w niemieckiej klinice. Niedawno natrafiłem na informację o jej śmierci. Zmarła dwa lata po naszym ostatnim kontakcie.

 

W przypadku pani Małgorzaty (40 l., rak piersi), choroba miała podłoże genetyczne. Lekarze usunęli jajniki. Kluczowa w całym procesie terapeutycznym okazała się terapia traum,. Poza tym chora intensywnie sama rozcierała złogi podskórne na twarzy, tak skutecznie jak nikt w ciągu kilkunastu lat moich doświadczeń w pracy refleksologa. Jeszcze niedawno pani Małgorzata kontaktowała się ze mną. Była w bardzo dobrej formie fizycznej i psychicznej. Jest to osoba  niezwykle aktywna zawodowo.

 

Pani Bożena zachorowała na raka piersi i jajników. W związku z tym, że chora mieszkała daleko od Warszawy, do pracy na twarzy i stopach przeszkoliłem jej siostrę. Uwagę otoczenia zwrócił fakt, że mimo intensywnej chemioterapii, chora w ogóle nie straciła włosów. Przez kilka lat kobieta czuła się lepiej, ale później nastąpiła wznowa. W tym czasie nie pracowałem z chorą. W krótkim czasie pani Bożena zmarła.

 

Na terapię zgłosiła się do mnie lekarka homeopatka z Warszawy. Wykryto u niej 7 zmian nowotworowych na ścianach pęcherza moczowego. Kobieta miała już wyznaczony zabieg operacyjny, ale postanowiła skorzystać z krótkiej serii zabiegów refleksologii. Przed operacją kobieta powtórzyła badanie pęcherza. Poinformowała mnie, że pozostały 4 zmiany nowotworowe, które były mniejsze niż przed zabiegami. Później nie miałem już z nią kontaktu.

 

16. Utrata węchu i smaku

 

W ciągu kilkunastu lat pracy refleksologa nierzadko spotykałem się z objawami zaburzeń węchu i smaku. W przypadku pani Ewy spod Hrubieszowa, która w wyniku wypadku doznała poważnych uszkodzeń mózgu i nerwów czaszkowych, wystarczyło kilka sesji, by znów poczuła zapach i smak potraw. Półtora roku po wypadku.

 

17. Choroby wątroby i jelit (terapia traum)

 

Wiadomość od pani zmagającej się od lat z ciężką chorobą wątroby i leczącej się w Belgii: „Robercie, szczęście mnie rozpiera! Dziś rano badałam krew i transaminazy wątrobowe są na bardzo dobrym poziomie! Nigdy nie miałam takich wyników! To dzięki Twojej terapii traum. Jestem co do tego przekonana. Dawki leków pozostają u mnie niezmienne od 4 lat i poprawy nie było… dziękuję Ci bardzo! Zawsze będę za to wdzięczna.”

 

Efekty terapii traum: „Zdecydowanie mogę stwierdzić, że poznanie Ciebie i sesje, które u Ciebie odbyłam zmieniły moje życie i postrzeganie świata. Przede wszystkim uwolniłeś mnie od traum, które powodowały m.in. ból jelit, który doskwierał mi od 9 lat i mimo wielu różnych metod, diet był wcześniej nie do pokonania. Od prawie 4 miesięcy nie bolały mnie jelita co jest ogromnym sukcesem! Zmieniłam się także na poziomie emocjonalnym i codziennie staram się tę zmianę podtrzymać poprzez nieustanną pracę nad sobą. Dziękuję za pomoc i za Twoje zaangażowanie i troskę.”

 

18. Mykobakterioza

 

Ponad 10 lat temu na terapię zgłosił się pan Rafał, cierpiący od wielu miesięcy na mykobakteriozę płuc. Długotrwała hospitalizacja odbiła się fatalnie na jego pracy. Popadł w długi. Najgorsze jednak było to, że brak efektów leczenia nie dawał nadziei na przyszłość. Zmiany w płucach były wielkości ludzkiej pięści i nie zmniejszały się. Chory dowiedział się o Tempranie od swojej przyjaciółki. Wyszedł ze szpitala na własną prośbę i poprosił mnie o pomoc. Wykonywałem trzy 90-minutowe zabiegi w tygodniu przez okres 3 miesięcy. Jak łatwo policzyć było to ponad 30 sesji terapeutycznych. Z każdym zabiegiem mężczyzna odzyskiwał siły. Poprawiało się też jego samopoczucie. Gdy zgłosił się na badania do szpitala, okazało się, że wcześniejsze zmiany radykalnie się zmniejszyły, do rozmiarów orzechów laskowych.

 

19. Bóle barku, kolan, kamienie nerkowe, żółciowe, torbiele jajników

 

Wymienione schorzenia należą do najbardziej typowych, z jakimi mają do czynienia refleksolodzy. W niektórych przypadkach obserwowałem jak dolegliwości ustępują po dwóch, czterech czy sześciu sesjach terapeutycznych. Z reguły przyuczam chorych do autoterapii, najczęściej na rękach i na twarzy. Pamiętam zdziwienie pani Doroty, lekarki z Warszawy, która 18 lat przed wizytą u mnie doznała kontuzji barku. Od tej pory nie mogła pionowo unieść wyprostowanej kończyny. Wystarczyły cztery zabiegi i już mogła to zrobić. Jeśli chodzi o kolana, to polecam wymieniony już wcześniej film z panem Andrzejem:

 

 

Po operacji kolana, będąc jeszcze w szpitalu, pan Andrzej również z dużym powodzeniem stosował przeciwbólową i przeciwzapalną autoterapię na rękach.

 

20. Zaparcia, zmniejszona perystaltyka jelit

 

W pracy z osobami niepełnosprawnymi, leżącymi, na wstępie terapii zadaję opiekunom pytanie z jakim problemem chcieliby popracować na początku, co stwarza największe kłopoty. Często zgłaszane są problemy z wypróżnianiem. Pamiętam terapię póltorarocznej dziewczynki z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA). Pierwsze spotkanie i moje pytanie: Za co zabieramy się w pierwszej kolejności?. Perystaltyka jelit była tak osłabiona, że dziecko ciągle przyjmowało leki, albo potrzebowało lewatywy. Szybko przyuczyłem mamę do odpowiedniego działania na twarzy. Jej pierwsze zabiegi były niezgrabne, ale po trzech dniach dostałem wiadomość, że efekty zaskakują ją samą. Później nabrała takiej wprawy, że problemy z wypróżnianiem należały do przeszłości. Rodzina zdecydowała się wkrótce na trzydniowe szkolenie pod kątem SMA. Udało nam się spotkać tylko pierwszego dnia zaplanowanego kursu. Drugiego dnia rano dziewczynka zachłysnęła się przy śniadaniu i rodzice zawieźli ją do szpitala. U dziecka rozwinęło się zachłystowe zapalenie płuc. Dziewczynka niestety już nie wyszła ze szpitala. Bardzo współczułem rodzicom. Przez pewien czas pozostawałem z nimi w kontakcie. Zaproponowali mi nawet wspólny udział w trekkingowej wyprawie na Bliski Wschód.

 

21. Łuszczyca

 

Na terapię zgłosiła się pani ze Szczecina, która od 25 lat chorowała na łuszczycę. Standardowe leczenie w jej przypadku nie przynosiło efektów. Po dwóch zabiegach gabinetowych poinformowała mnie, że poprawa jest tak duża, że zapomina o chorobie. Przez pewien czas kontynuowała terapię. W następnych latach przyjeżdżała jeszcze do Warszawy na pojedyncze sesje terapeutyczne. Poprawa wciąż się utrzymywała. Pani już po pierwszych wizytach mówiła w swoim otoczeniu o znacznej poprawie i w efekcie miałem regularne wizyty chorych na łuszczycę z i inne dolegliwości ze Szczecina. Przyjeżdżali pokonując ponad tysiąc kilometrów w obie strony.

 

22. Jak sobie pomóc w czasie epidemii i w chorobach układu oddechowego? 

 

W związku z pandemią nagrałem na wiosnę 2020 r. dwa krótkie filmy instruktażowe, by wszyscy mogli zastosować proste metody z zakresu refleksologii do autoterapii:

 

Film: Refleksologia – wsparcie w czasie epidemii (wersja polska)

 

Reflexology – support in case of virus infection (English version)

 

Film: Refleksologia i układ oddechowy (wersja polska)

 

Reflexology and respiratory system (English version)

 

23. Przykład terapii uzależnień

 

Terapia uzależnień: „Panie Robercie, mój syn powiedział mi dzisiaj, że czuje się tak, jakby narodził się na nowo, że ma dużo energii i jednocześnie dużo spokoju. Po raz pierwszy od długiego czasu nie zapalił (…). Nie może uwierzyć w to, co się zadziało po wizycie u Pana. Dziękuję z całego serca.”

Muszę przyznać, że nie dane mi było dłużej popracować z osobami z uzależnieniami. Najczęściej były to pojedyncze, może dwie wizyty. Miałem wrażenie, że zgłaszającym się do mnie osobom brakowało konsekwencji i cierpliwości. Oczekiwały natychmiastowej poprawy.

 

24. Brak efektów?

 

Czasem jestem pytany o brak efektów terapeutycznych. Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że do takich sytuacji dochodzi najczęściej wtedy, gdy terapia jest zbyt krótka i chory rezygnuje z zabiegów. Zdarzyło mi się poczuć zawód po kursach Terapii Temprana. W nielicznych przypadkach krótko po szkoleniu urwał się kontakt z rodzicami. Taka terapia wymaga długofalowego wysiłku osób zaangażowanych i nie zawsze znaczące efekty pojawiają się w ciągu pierwszych trzech miesięcy. Nie miałem możliwości zweryfikowania pracy rodziców po 6 czy 12 miesiącach terapii. Jak widać po filmach zamieszczonych wyżej, były one najczęściej nagrywane rok czy półtora po rozpoczęciu wysiłków przez rodziców.

W przypadku jednej z pań nie udało mi się pomóc, mimo, że terapia trwała dość długo. Zgłosiła się do mnie z gruczolakiem przysadki. Zmiana nie zmniejszyła się, mimo moich wysiłków. Chora jednak bardzo wysoko oceniła terapię. Czuła się znacznie lepiej. Wzięła udział w kilku prowadzonych przeze mnie kursach zawodowych i jest certyfikowanym refleksologiem.

 

25. Terapeutyczne sukcesy kursantów

 

Saša Tepič uczestniczył w prowadzonym przeze mnie trzydniowym kursie neurorefleksologii stóp w Sarajewie (Bośnia) w 2015 r. Był pracującym pod ziemią górnikiem z miasta Jajce. Spośród uczestników kursu był jedyną osobą bez jakiegokolwiek doświadczenia w prowadzeniu terapii. Dwa i pół roku po szkoleniu menadżerka z Sarajewa przesłała informacje o jego niezwykłych sukcesach terapeutycznych. Mężczyzna tylko w ciągu 2017 roku pomógł 175 osobom pozbyć się różnych dolegliwości. Dowiedziałem, że uzyskiwał wspaniałe i szybkie efekty w migrenach, chorobach kręgosłupa (m.in. przepuklina krążka międzykręgowego), rwie kulszowej, zaburzeniach emocjonalnych. Przyznam, że po przeczytaniu wiadomości o jego osiągnięciach musiałem usiąść z wrażenia. Saša Tepič jest aktywny na Facebooku, więc możecie Państwo zobaczyć posty dokumentujące jego pracę.

 

Dwie wiadomości od jednej z kursantek z Krakowa: „Robercie, znowu poczułam się jak Jezus. Koleżanka przyszła z bolącym barkiem, zastosowałam terapię, której nauczyłeś nas ostatnio i… kolejny raz ktoś rzucił mi się na szyję i mocno mnie przytulił. To takie cudowne uczucie. Dziękuję.”

„Mistrzu, mam kolejną dobrą wiadomość. U chorej z Hashimoto po 6 zabiegach poziom antyciał zmniejszył się 10-krotnie. Z 1300 do 120, i jest już bardzo bliski dopuszczalnej normy. A moja koleżanka z naprawionym barkiem szaleje na siłowni. Za każdym razem będę Ci dziękować stokrotnie za Twoją naukę i oczywiście męczyć Cię kolejnymi pytaniami.”

 

Mail od jednej z uczestniczek szkoleń zawodowych (z Warszawy) – kurs refleksologii twarzy (pisownia oryginalna, lipiec 2017):

„Witaj Robercie,

Piszę do Ciebie, żebyś wiedział co się u mnie dzieje:-).
Pamietam jak na kursie mowiles,że np.ktoś skończył kurs i nie wiesz co się z nim dzieje bo sie nie odzywa. Dlatego postanowilam sie pochwalić. Po pierwsze w listopadzie wykryto u mojej mamy zmiany nowotworowe w płucach. Zajelam sie nią i w marcu po rezonansie i wizycie w poradni okazalo sie,że zmian nie ma. Po drugi miala postepujaca osteoporozę a w tym roku okazało sie,ze nie dość, ze sie zatrzymala to jeszcze sie polepszylo. Po trzecie miala zle wyniki morfologii a w tym roku ma wszystkie wyniki idealne. Nastepnie moja kolezanka. Ma problemy hormonalne. Zatrzymala jej sie miesiaczka. Po kilku zabiegach powiedziala,ze jak wyszła ode mnie brzuch zaczal ja bolec a nastepnego dnia dostala okres. Jeżdżę do pani z astmą. Od kiedy sie nia zajelam zmiejszyla dawki lekow i latwiej jej sie oddycha. Pani z pracy miala rwę kulszową.  W tydzien postawilam ją na nogi. I ostatni hit! Nie wiem czy pamietasz o kim pisalam pracę końcową? Jedna z osob byla moja kolezanka,ktora od 8lat nie mogla zajsc w ciążę. Odezwalam sie do niej ostatnio a ona pisze mi,ze jest w ciąży w 4miesiacu. Powiedziala,ze zaszla w ciążę niedlugo po ostatnim zabiegu. A nic nie mowila bo boi sie,zeby nie zapeszyc. Tak sie cieszę!
To wszystko dzięki Tobie i Lone. Dziękuję.”

 

Informacje, wiadomości oraz opinie z Google, Facebooka, Youtube i innych mediów o metodzie i szkoleniach

 

Anna Barwińska: „Pan Robert Przybyś, niesamowicie mądry, wrażliwy, wymagający i z olbrzymią wiedzą. Dziękuję, że trafiłam w jego ręce. Efekty niesamowite. POLECAM!!!”

 

Małgorzata Gałecka: „Polecam zajęcia u Roberta Przybysia. Cudowny, życzliwy i kompetentny nauczyciel. Posiada ogromną wiedzę, którą się dzieli z pełnym zaangażowaniem. Korzystałam również z zabiegów, które bardzo pomogły mi w powrocie do równowagi w pracy mojego organizmu. Polecam!!!”

 

Beata Kątny: „Dziękuję Robercie za wiedzę, którą zdobyłam w trakcie kursu refleksologii twarzy. Ciekawie i profesjonalnie prowadzone wykłady oraz praktyka zdobyta na zajęciach pozwalają mi pomagać sobie oraz innym ludziom.”

 

Zefira Sordyl doceniła „zaangażowanie, oddanie i chyba nie przesadzę, jeżeli powiem miłość do tej pracy. (…) Lubię się uczyć od najlepszych!!! Dziękuję!”

 

Ewelina Rączka: „Zamiłowanie do pracy z ludźmi jak również zaangażowanie jest niewątpliwie ogromne (…). Efekty terapeutyczne są naprawdę zaskakujące.”

 

Alicja Gasperowicz: „…rozwinęłam skrzydła i prowadzę teraz własny gabinet.”

 

Urszula Mijakoska: „Polecam kursy.”

 

Danuta Niewitecka: „Po prostu działa, to trzeba doświadczyć ?

 

Katarina Arko (Słowenia): „Wspaniały wykładowca” 

Vesna Fece (Słowenia): „Wyjątkowy terapeuta, wykładowca, człowiek, który nauczył mnie wyjątkowych technik i terapii dzięki którym, mogę dziś tak skutecznie pomagać wielu osobom z różnymi problemami i chorobami.”

Marija Genovefa Skok (Słowenia): „Wspaniałe wspomnienia z kursu ze znakomitym nauczycielem.”

 

Link: Artykuły prasowe. Jeden z dziennikarzy przez 3 dni przeprowadzał wywiady z osobami chorymi, korzystającymi z zabiegów w moim gabinecie.